| strangerblog - archiwum: maj 2004 |
|
strona główna |
2004-05-01 04:13:05 ...1 maja 2004... ...obudziwszy się Europejczykiem poczułem dumę... na ekranie komputera komunikaty od znajomych w Polsce... w gazetach nastrój uroczysty... przemówienie Kwaśniewskiego na TVN... na Wielkanoc nie było tak uroczyście ;) ...nawet na korytarzu w akademiku patrzą na mnie jakoś tak inaczej ;) ...tylko Korki jak zwykle nieświadome niczego... graja w Diablo... skomentuj (0) 2004-05-01 11:24:51 Mini-lapidarium cd. ![]() ...koreańska wydajność... skomentuj (0) 2004-05-06 15:27:03 Mini-lapidarium cd. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się jak ująć wciąż powracający temat "przejawów konfucjonizmu", które zauważam wokół siebie mieszkając w Korei... Wspólnota... Wspólnota jest wartością najwyższą. Najpierw wspólnota szkolna... później wspólnota uniwersytecka, do której włączenie wiąże się ze śmiesznym rytuałem...: z reguły na imprezie, zakrapianej soju (jakżeby inaczej ;) ) delikwent staje pośrodku grupy i wydziera się: Minjeong Ko-Dae (takie hasło) cała reszta: HUY!!!! (tutaj krzyczy nazwę swojego wydziału) HUY!!!! (imię i nazwisko) HUY!!!! (...tutaj coś, czego nie rozumiałem...) ... i wszyscy się cieszą, po czym zaczyna się wydzierać następny. Później przychodzi czas na wspólnotę w miejscu pracy, podobno w przypadku firm rytuały inicjacyjne bywają wręcz sformalizowane... a zawsze są oblewane duuużą ilością alkoholu... :) We wspólnocie "zawodowej" statystyczny Korek spędza całe życie - bo przecież "w pracy" jest przez 14 godzin na dobę. Nic dziwnego, że ta wspólnota odgrywa większą rolę, niż tzw. "rodzina", której członkowie zresztą należą do swoich wspólnot - czy w pracy, czy w przedszkolu, a później szkole... Tak więc wspólnota ma swoje rytuały. W moim przypadku jednym z takich rytuałów jest wspólne sprzątanie pokoju... W poniedziałki czteroosobowa ekipa złożona z nas chwyta mopa, sciery i odkurzacz, i przystępuje do dezynfekcji, dezynsekcji tudzież deratyzacji naszej mini-stajni Augiasza... Podział obowiązków automatyczny, każdy wie, co ma robić... taki o, wspólnotowy akcent. Drugim rytuałem jest wspólny posiłek. Codziennie o 12:30 moje Korki zbierają się w JeonPaGwan (laboratorium w budynku radioelektroniki...) i gotują sobie obiad. Ja dołączam do nich we wtorki i czwartki z racji na moje lekcje koreańskiego, które odbywają się w poniedziałki, środy i piątki. Tak więc - najpierw się zrzucają (a profesor dorzuca parę groszy od siebie...) i kupuja co trzeba, no i gotują. Inna sprawa, że codziennie jedzą to samo... jak to Korki. Ryż, gimchi, i inne marynowane rzeczy, plus jakaś zupa - z reguły znienawidzona już przeze mnie twenjanchiggae. Wspólny posiłek stanowi ważny element dnia! Po jedzeniu losowany jest delikwent do mycia naczyń... no tak, to już trudno byłoby zrobić wspólnie... :) Ciekawe rzeczy można też zauważyć obserwując relacje związane z hierarchią w grupie. Jako ludzie Zachodu, jesteśmy raczej przyzwyczajeni do tego, że gdy w grupie wyłania się lider, to najpierw staje się nim osoba najgłośniejsza, potem najsilniejsza, a dopiero potem do głosu dochodza kompetencje, czy doświadczenie :) Tutaj wszystko odbywa się według hierarchii starszeństwa. W języku angielskim którym operują Koreańczycy istotną rolę pełni słowo "senior", którego to słowa Korki używają wobec kogoś znajdującego się wyżej w hierarchii starszeństwa. Czyli seniorem jest na przykład starszy kolega... Profesor też jest seniorem, ale szczególnego rodzaju, więc dla niego zarezerwowany honorowy tytuł seonsaengnim (nauczyciel, mistrz). Ale na przykład w języku koreańskim starsze i młodze rodzeństwo oznaczają różne słowa... czyli na starszego brata chłopiec mówi Hyeong, dziewczynka zaś Oppa, na starszą siostrę chłopiec powie Nuna, zaś dziewczynka - Eonni... za to młodsze rodzeństwo określa się słowem DongSeng... Aha... "seniora" też się tytułuje per Hyeong i Oppa... ufff... trochę to na początku skomplikowane... :) Tak więc DongSeng będzie za swoim Hyeongiem nosił plecak, otwierał przed nim drzwi, etc. Za to Hyeong jest za swojego podopiecznego odpowiedzialny... co oznacza także, że z reguły płaci za kolację... ;) Ma to zatem swoje dobre strony... (Auaaaa! wiem, miałem nie pisać o jedzeniu.... :D ) skomentuj (1) 2004-05-07 08:35:09 Mini-lapidarium cd. JAAAAAKI NUMER!!!! ...właśnie podszedł do mnie Tae-Yeong podsuwając mi jakiś papierek zatytułowany, jak się okazało: "Joint Research Document"... "Czy możesz podpisać?" - i pokazał mi miejsce z wydrukowanym "Prof. Antonio Ortega, Digital Multimedia Institute cośtam"... Zdębiałem... "Jak to...????" "no... czy możesz podpisać tutaj 'Antonio Ortega'?" "...ale to przecież nie ja...??!!" ...zdziwił się... "...nie mogę się podpisać czyimś nazwiskiem, przecież to nielegalne...!!!!" "...aha..." ...odwrócił się: "GooRak Hyeong..." ... i właśnie siedzą we dwóch i podrabiają podpis pana Antonio Ortegi... Ciekawe, czy Prof. Antonio Ortega w ogóle istnieje...? skomentuj (6) 2004-05-10 16:48:50 ...Ipselenti... ...w kontekście niedawnych łódzkich juwenaliów opowieść o piątkowym festiwalu Ipselenti na moim uniwerku wydaje się nie z tego świata... Przez cały tydzień na Koryo Daehakkyo (wiem, śmieszna nazwa, ale tak się nazywa "moja" uczelnia...) trwał festiwal sztuk różnych. W ramach tego festiwalu odbył się między innymi uliczny koncert metalowy, który niestety przegapiłem... świadkowie twierdzą, że było nieźle :) W każdym razie, festiwal zakończył się w piątek, potężnym koncertem w amfiteatrze za szkołą. Nie sam koncert jest godny uwagi, tylko jego publiczność. Podobno zebrało się tam 20 tysięcy ludzi! Bilety na ten koncert były w sprzedaży na trzy dni wcześniej... jednak zostały wyprzedane w przeciągu dziesięciu (słownie: dziesięciu!) minut... na szczęście udało mi się jeden bilecik zdobyć - dzięki znajomościom, ale świadczy to tylko o tym, jak oblegana to była impreza... Później i tak się okazało, że od tyłu, od strony akademików można było wejść bez biletów ;) ![]() ...tłum dwudziestu tysięcy ludzi w amfiteatrze... ...no i wyobraźcie sobie tłum dwudziestu tysięcy Koreańczyków, z których część siedzi na trybunach, część na "płycie"... Na komendę Koreańczycy zaczynają tańczyć, śpiewać... po prostu bawić się... I to niezależnie od wieku - rzadko się zdarza, żeby u nas w takim tłumie trzydziestolatkowie robili takie rzeczy: wydzierali się, tańczyli, rozdzierali koszulki, etc. W każdym razie - nie na trzeźwo ;) - a tutaj wszyscy byli "straight". I zero ochrony - po prostu nie było rozrób... Całość przypominała może troszeczkę zloty młodzieży chrześcijańskie ("taizeeeeeee...!!!!" :) ) - ale na pewno Korki umieją się bawić... Jak to ujął Tyler - wydają się posiadać genetycznie odziedziczoną umiejętność pewnych określonych "dances and cheers" :) Niemal każdy uczestnik imprezy został wyposażony w różową plastikową torbę... Przemknęła mi przez głowę wizja wielkiego zbiorowego samobójstwa na zakończenie koncertu - ale nie! :) W pewnym momencie wszyscy te torby nadmuchali i zaczeli sie okładać po głowach... :) jakie to proste... i jakie koreańskie :) ![]() ...ach więc po to im były torby!... ale na tym nie koniec! Bo oto po zakończeniu koncertu, na komendę, wszyscy zaczęli do toreb zbierać śmieci! :) Łatwo sobie wyobrazić, że gdy 20 tysięcy ludzi zacznie sprzątać, po minucie stadion jest czysty... :D natomiast zupełnie nie jestem w stanie sobie wyobrazić analogicznej sytuacji gdziekolwiek na Zachodzie... :) bardzo to było "konfucjańskie"... ![]() ...na stercie śmieci po wielkim sprzątaniu... skomentuj (2) 2004-05-13 10:33:53 Mini-lapidarium cd. ...my mamy naszą ligę piłkarską, pasjonujemy się też Ligą Mistrzów (podobno - ja nie przepadam...) ...Amerykanie uwielbiają NFL, NHL, NFL i jeszcze parę innych... ...a Korki? ...Korki mają SeuteoLigeu - ligę StarCrafta - kultowej gry komputerowej! Jak w każdej lidze, do zdobycia jest puchar, o który walczy 8 zespołów, złożonych z zawodowych graczy (czaicie??? "ZAWODOWYCH GRACZY KOMPUTEROWYCH" :D ). Zespoły są sponsorowane przeważnie przez firmy - jak to w prawdziwej lidze bywa... A więc na przykład jest zespół Samsunga... :) Mecze StarCrafta odbywają się w hali w centrum Seoulu. Na środku hali ustawiony jest "Starcraftodrom" - stanowiska do gry... Dookoła siedzą widzowie, którzy wykupili bilety, aby śledzić rozgrywki na żywo, na wielkich telebimach... Transmisje z rozgrywek można śledzić w telewizji i w internecie... Podobno mozna też robić zakłady u bukmacherów... ;) wow... skomentuj (1) 2004-05-16 14:11:07 Mini-lapidarium cd. To zdarzyło się w czwartek... Siedziałem sobie w pracy, jak to czesto mam w zwyczaju, i coś tam sobie dłubałem. Miałem wizję, wenę i co tam jeszcze... Czasami jest tak, że praca idzie sprawnie, bo w głowie ułożony jest już plan, ktory wystarczy zapisać... To był właśnie taki moment. Nagle, nade mną stanęły dwie sylwetki. GooRak i TaeYeong... "Hi guys, what's up?" "Miko! Let's paint our lab...!" ...zbaraniałem... "Excuse me...???" "Let's paint our lab...!" ...spojrzałem na zegarek... wpół do dziewiątej wieczorem... "You gotta be kidding...?!?!" "Let's paint our lab...!" ...jak katarynka i do tego nerwowy uśmieszek... Ten uśmieszek, który mówi, że gość w ogóle nie rozumie w czym problem... Normalnie w tym momencie wyszedłem z siebie trzasnąwszy drzwiami i stanąłem obok! A oni autentycznie zabrali się do malowania ścian naszej cholernej kanciapy! Wiadomo, że nie będę stał i patrzył jak oni robią... ale absurd całej tej sytuacji sprawił, że czułem się jakbym stał obok i obserwował całą scenę... Najpierw zasugerowałem, że warto byłoby odsunąć meble od ścian... "Oh! ...very good idea...!" ...poźniej zwróciłem uwagę, że można by wziąć stare gazety i przykryć nimi chociaż komputery... "Oh! Miko...! very good painting experience...!" ...i zaczęli chlapać te ściany... Kiedy po dwóch godzinach skończyła się farba, sciany były pociągnięte zaledwie jedną warstwą. Tak w ogóle, to na cztery osoby Korki kupiły jeden wałek i jeden pędzel... Ale mimo tego udało im się mnie pochlapać. Tego było za wiele. Stwierdziłem, że w takim razie ja muszę zrobić pranie i urwałem się do domu... Kiedy następnego dnia rano przyszedłem do biura, zastałem mniej więcej to samo, co zostawiłem porzedniego wieczora. Oprócz tego, że Korki dosuwały biurka do ścian z zadowolonymi minami, stwierdziwszy, że "finished painting"... ![]() ...krajobraz po bitwie... Cała ta sytuacja jest chyba bardzo znamienna... Bo można by uznać - no tak, to są naukowcy, inżynierowie, nie muszą się znać na malowaniu ścian. Ale prawda jest taka, że w swojej codziennej "pracy" ich podejście jest takie samo... królestwo prowizorki i fuszerki... tandeta... ![]() ...efekty malowania - detal... Ale później pół dnia piali i chwalili się swoim "malowaniem"... skomentuj (2) 2004-05-19 13:13:05 Mini-lapidarium cd. ...według Pani Pielęgniarki mierzę 188 cm i ważę 78.8 kg... ...co by oznaczało, że w Korei urosłem i przytyłem... ...to na pewno od gimchi... :) skomentuj (5) 2004-05-22 04:31:43 Mini-lapidarium cd. ...wyrwany z kontekstu komentarz 15-letniego Jasia Meli, inwalidy, którego Marek Kamiński z przyjaciółmi zaprowadzili na biegun północny: "...a później zrobiło mi się trochę przykro, że musimy wracać, bo na wyprawie życie jest naprawdę proste. Nie myśli się o szkole, o tym, kto jest premierem, a kto nie. Jest taki spokój, bo ma się tylko dwa zadania: pierwsze to iść, a drugie uważać na siebie, żeby nic się nie stało..." skomentuj (1) 2004-05-24 09:59:56 Mini-lapidarium cd. ...czy już wspominałem, że jakiś czas temu zostałem przyjęty na studia doktoranckie na Korea University??? nie? no więc zostałem... zaczynam od września! HAHAHAHA!!! ;) ... tak się złożyło, że podczas procedury odbierania z rektoratu oryginału potwierdzenia przyjęcia na studia miałem okazję zajrzeć do "swojej teczki"... Nadmienię tutaj, że do przyjęcia na studia wymagane były dwie rekomendacje od opiekunów naukowych kandydata, które to rekomendacje na odpowiednich formularzach, całując po rękach i zajmując cenny czas mojemu (BACZNOŚĆ!) guru (SPOCZNIJ!) oraz (BACZNOŚĆ!!!) szefowi zakładu (SPOCZNIJ!) na PW, zdobyłem w pocie czoła, jeżdżac po nie specjalnie kilka razy i stemplując je oficjalnie w ślicznych kopertach z autografem... ...kiedy odbierałem "zaświadczenie o przyjęciu na studia doktoranckie" z sekretariatu Korea University, zajrzałem do swojej teczki, gdzie oprócz papierka zaświadczającego, że jestem Polakiem, spoczywały również dwie zapieczętowane w Polsce koperty ze zdobytymi dzięki uprzejmości moich polskich opiekunów rekomendacjami... koperty były nietknięte... skomentuj (5) 2004-05-26 05:40:30 Joint Security Area, Panmunjeom 27 lipca 1953 roku, w obozie na zgliszczach wioski Panmunjeom, 56 kilometrów na północ od Seoulu został podpisany rozejm, który zakończył rozpoczęte niemal dokładnie trzy lata wcześniej działania wojenne na półwyspie koreańskim. Sygnotariuszami rozejmu byli: Gen. Mark W. Clark, w imieniu sił ONZ, oraz Marszałek Kim Il Sung, naczelny dowódca Koreańskiej Armii Ludowej i Gen. Peng Teh-huai, dowódca Chińskich Ludowych Ochotniczych Sił Zbrojnych. Na mocy porozumienia oddziały obu stron wycofują się na dokładnie dwa kilometry od linii frontu, a powstały czterokilometrowy pas ziemi otrzymuje status Strefy Zdemilitaryzowanej (DMZ - Demilitarized Zone). Miejsce w którym toczono negocjacje, dokładnie na linii frontu, nazwane zostaje Połączoną Strefą Bezpieczeństwa (JSA - Joint Security Area), od tego momentu jest to mniej więcej 800-metrowej średnicy enklawa w samym środku DMZ. Linia demarkacyjna przebiega dokładnie przez środek JSA, przez środek błękitnych baraków stojących w centrum JSA, przez środek stołu negocjacyjnego ustawionego w jednym z baraków... JSA to jedyne miejsce w Korei Południowej, w którym można tak blisko "podejść" do Północnego Brata. Stała bliskość wroga generuje atmosferę napięcia i niepokoju, uczestnicy wycieczek do Strefy są o tym upominani na każdym kroku. Formalnie, obydwa kraje - Północ i Południe - nadal pozostają w stanie wojny... Na mocy rozejmu w JSA stacjonowały grupy obserwatorów z czterech, niezaangażowanych militarnie w konflikt koreański, krajów (dwa kraje zostały wskazane przez Dowództwo Sił Narodów Zjednoczonych, dwa przez dowództwo wojsk Koreańsko-Chińskich). ONZ wyznaczyło Szwecję i Szwajcarię, KRLD - Czechosłowację i Polskę. Obserwatorzy z Polski i Czechosłowacji (a później Czech) stacjonowali po północnej stronie JSA do połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to KRLD "wyprosiła" najpierw Czechów (1993), a później Polaków (1995). Ponadpięćdziesięcioletnia historia Panmunjeom obfitowała w incydenty. Do połowy lat siedemdziesiątych, dopóki strażnicy obu stron stacjonowali bardzo blisko siebie, często dochodziło do czynnych "prowokacji" kończących się podobno wręcz wymianą ciosów. W 1976 roku doszło to tzw. "axe murder incident": Pośrodku JSA stoi "Most bez powrotu" ("Bridge of No Return") przez środek którego przebiega linia demarkacyjna. Przy tym moście dokonywano wymiany jeńców wojennych po rozejmie w 1953 roku. Jeńcy musieli wybrać, na którą stronę mostu chcą przejść - po dokonaniu wyboru, odwrotu już nie było... "Most bez powrotu" był po obu stronach strzeżony budkami strażniczymi - po stronie Południa strażnicę nazywano "Checkpoint 4". Niedaleko "Checkpoint 4" (po południowej stronie) rosło sobie drzewo, które - jak uznano - ograniczało widoczność Mostu ze strony południowej. Na miejsce wysłano ekipę 5 robotników pod eskortą 10 żołnierzy ONZ, z zadaniem ścięcia drzewa. Po kilku minutach od strony północnej nadjechała ciężarówka z oddziałem północnokoreańskim. Dowódca owego przez jakiś czas przyglądał się spokojnie operacji, nagle jednak zażądał zaprzestania prac. Gdy dowodzący eskorty nie usłuchał żądania, cała grupa została zaatakowana przez północno-Koreańczyków, uzbrojonych w noże, pałki i siekiery. Na miejscu zginął dowódca grupy, Kpt. Bonifas (jego imieniem została później nazwana baza amerykańska położona tuż przy JSA) oraz jeszcze jeden oficer Sił ONZ, a kilku żołnierzy zostało rannych... ONZ zareagowało szybko... Przeprowadzona błyskawicznie akcja wykarczowania drzew w całej okolicy była podobno ubezpieczana przez całe kompanie wojska, wspomagane przez 50 mistrzów Tae-Kwon-Do z koreańskich sił specjalnych, w bazach na półwyspie w stanie pogotowia stały eskadry myśliwców i bombowców strategicznych, gdzieś niedaleko bujała się też grupa uderzeniowa z lotniskowcem USS Midway... Drzewa wycięto... W 1983 amerykański żołnierz przeszedł bez żadnych incydentów na północną stronę "Mostu bez powrotu". I rzeczywiście - słuch po nim zaginął... Z kolei w 1984, kiedy na południową stronę postanowił uciec radziecki uczestnik wycieczki - wywiązała się strzelanina, w której zginęło trzech Północnych Koreańczyków i jeden Południowy... Uciekinier poprosił o azyl w USA. Dzisiaj do Panmunjeom przyjeżdża 100,000 turystów rocznie (od strony południowej). Od strony Północnej ta liczba wynosi podobno ok. 10,000... ![]() ...takim autobusem - w brawach ONZ - zawieźli nas do JSA... ![]() ...słynny z filmów dokumentalnych budynek po północnej stronie linii demarkacyjnej. Na pierwszym planie - baraki negocjacyjne... ![]() ...wewnątrz baraku negocjacyjnego. Za stołem południowokoreański strażnik w postawie gotowości znanej z Tae-Kwon-Do. Postawa, jak również wielkie czarne okulary, mają na celu onieśmielenie strażników z Północy. Czyż mimo nich on nie wygląda jak gluś?... ![]() ...propagandowe miasteczko po północnej stronie. Podobno te budynki nie są w ogóle zamieszkane, co nie zmienia faktu, że z wielkich megafonów puszczane są w kierunku południowym propagandowe teksty. Rzeczywiście - jak się wsłuchać, to do uszu dobiegają echa wrzasków "krzykaczy"... ![]() ...flaga. Zaczęło się od tego, że południowi postawili u siebie 100-metrowy maszt z flaga. Północni musieli być oczywiście lepsi, więc postawili sobie maszt 160-metrowy... z flagą wielkości elewacji trzypiętrowego budynku. Żeby ta flaga załopotała - potrzebny jest niemal tajfun, który zresztą wtedy często ją po prostu zrywa... ![]() ..."Most bez powrotu". Granica między kolorami betonu pokrywa się z linią demarkacyjną... ![]() ...identyfikator gościa ONZ... ![]() ...wejście do "Trzeciego Tunelu". Północ bez przerwy drąży pod DMZ-em tunele inwazyjne, czasami udaje się taki tunel odkryć - jak dotąd znaleziono cztery. Do Trzeciego Tunelu mozna nawet wjechać kolejką, która jednak tego dnia była nieczynna. Tunele mają przeażnie ok. 2 metrów średnicy i są przystosowane do przerzucenia dużej iłości wojska. Czwarty tunel, odkryty najpóźniej, jest w stanie podobno pomieścić ciężarówki i czołgi... ![]() ...po południowej stronie, na linii kolejowej prowadzącej do Korei Północnej, stoi marmurowa stacja. Obecnie służy wyłącznie celom propagandowym - tak jak ten napis wskazujący tor do Phenianu... ...moje wrażenia z wycieczki do JSA są niczym w porównaniu z relacją pewnego gościa z wyprawy do Korei Północnej! skomentuj (0) 2004-05-30 11:20:35 Urodziny Buddy, 26 maja 2004 W ostatnią środę w Korei - i podejrzewam, że także w każdym kraju w którym dominującą religią jest buddyzm - obchodzono 2548 urodziny Buddy. Z tej okazji wybraliśmy się do jednej z licznych świątyń, żepy podpatrzeć, jak Koreańczycy to święto obchodzą. Oto krótki reportaż fotograficzny: ![]() ...brama wejściowa do świątyni... ![]() ...a tuż za bramą wita nas Kubuś Puchatek, kwestujący na rzecz remontu/rozbudowy tego przybytku. Bez komentarza :)... ![]() ...a to widok głównego dziedzińca świątyni - to co wisi nad głowami, to papierowe i plastikowe lampiony... ![]() ... ![]() ...kadzidełka... ![]() ...przed głównym budynkiem świątyni mnisi intonują rytualne pieśni... ![]() ...przed wejściem wierni polewają wodą mały posążek Buddy... ![]() ...wciąż w świątyni... ![]() ...to żeby pokazać, że byliśmy tam całą silną grupą pod wezwaniem :)... ![]() ...wystawa wymyślnych papierowych lampionów... ![]() ...i jeszcze jeden lampion na wystawie... ![]() ...a tak dziedziniec świątyni wyglądał wieczorem... ![]() ...i tak też... ![]() ...te lampiony troszkę mi przypominały tanie plastikowe znicze nagrobne... ... skomentuj (0) 2004-05-30 11:29:55 ...a stranger in Asia... ...a więc to już jutro! Jutro wczesnym rankiem wyjeżdżam w podróż po południowowschodniej Azji. Tym razem przejadę przez Wietnam, Laos i Kambodżę. Cztery tygodnie gorąca, wilgoci, karaluchów, wody, rzek, łódek, autobusów, schronisk i hoteli... Prawdopodobnie cztery tygodnie niesamowitych widoków i jedynych w swoim rodzaju przeżyć... Trzymajcie za mnie kciuki...! skomentuj (5) 2004-05-31 13:55:13 ...Chao Hanoi! ...zyje, siedze w jednej z kafejek internetowych w stolicy Wietnamu, a palce przyklejaja mi sie do niewiarygodnie brudnej klawiatury... :) Brzuszek pelny, na glowe nie kapie, plan na dzis zrealizowany niemal w 100%. Ale od poczatku... Wietnam przywital mnie deszczem... Wilgotne powietrze wcale nie buchnelo we mnie, gdy wychodzilem z samolotu - jest niesamowicie komfortowa temperatura... Tylko deszczy nonstop, ale tubylcy mowia, ze nawet w porze deszczowej rzadko pada trzy dni pod rzad, wiec jest szansa, ze moze sie jutro pokaze slonce... Wietnam stanowi ogromny kontrast wobec Korei... Pod wzgledem nastroju jaki mnie ogarnal po przyjezdzie - wrazenia mam analogiczne, jak podczas wycieczki do Rumunii. Bieda wyglada z kazdego kata... :( Ale mimo tego - miasto ma klimat! Wystarczy zlapac xe om - pana, ktory chetnie podwiezie nas na swoim motorze, oczywiscie za gotowke :) Jazda na x om jest ciekawsza niz rollercoaster, jako, ze te ostatnie maja certyfikaty bezpieczenstwa... kiedy zza plecow maloletniego kierowcy motorka widze, ze wjezdzamy pod prad w uliczke, z ktorej wysypuje sie roj analigicznych motorkow... hm... serce staje na momencik... ale kierowcy z zadziwiajaca zrecznoscia omijaja wszelkie ruchome przeszkody i blyskawicznie dowoza nas na miejsce... Ale rownie mily jest spacer po centrum Hanoi, tzw. Old Quarter... zwlaszcza, ze na piechote dostaniemy sie niemal wszedzie, w rozsadnym czasie. Jak latwo sobie wyobrazic - wszedzie naganiacze, natomiast bialych - nie tak wielu, jak sie spodziewalem... Chociaz wszyscy napotkani w kafejkach i biurach podrozy Wietnamczycy twierdza, ze interes sie kreci - wiec moze jest ich wiecej, tylko jeszcze nie zjechali do miasta na noc? ...targujemy, targujemy, targujemy... nie dajemy sie oszukac, kiedy pan z motorka wydaje nam 40,000 dongow zamiast umowionych 90,000... Dajemy sie naciagnac naganiaczowi, ktory prowadzi do hoteliku, w ktorym jedynka kosztuje 2$ za noc... Klimat waskich uliczek, odrapanych domow porosnietych roslinnoscia... mam nadzieje, ze wyjdzie na zdjeciach, mam tez nadzieje, ze jakos przestanie padac... tak, zebym dobre foty zlapal... Mam bilet do LuangPrabang w Laosie, a jutro pedze do Halong Bay... Nie tesknie za towarzystwem westernerow... skomentuj (2) |